Budowa specjalnej troski
Przechodnie nie zwracający uwagi na pracujących budowlańców, robotnicy ignorujący pieszych… Gazeta Wyborcza opisuje przebudowę placu w centrum Częstochowy, po którym między pracującymi maszynami budowlanymi swobodnie przemieszczają się przechodnie, w tym matki z dziećmi. Za panujący chaos nikt nie chce brać odpowiedzialności.
Na pytanie dziennikarza, dlaczego zamiast obejść plac budowy ludzie chodzą między maszynami narażając się na niebezpieczeństwo, pada jeden koronny argument: nie chce im się nadrabiać drogi.
Za taki stan rzeczy nie chce wziąć odpowiedzialności nadzorujący prace Miejski Zarząd Dróg i Transportu, który odsyła do wykonawcy, który od chwili przekazania placu budowy odpowiada za całość prac, w tym bezpieczeństwo postronnych osób.
Plac budowy bez nadzoru?
Sytuacja wygląda tak, jakby na teren budowy nie zaglądał żaden inspektor ds. bhp, a pracownicy zostali pozostawieni samym sobie. Jak się jednak okazuje, kontrole są przeprowadzane regularnie, a raz na tydzień odbywa się rada budowy, gdzie poruszane są m.in. kwestie bezpieczeństwa.
Dlaczego więc przechodnie mają swobodny dostęp do placu budowy i mogą chodzić pomiędzy pracującymi maszynami, a tata sadzać kilkuletniego syna w zaparkowanym na placu budowy walcu drogowym?
- Plac budowy 24 godziny na dobę nadzorowany jest przez wykonawcę robót, by osoby postronne nie miały dostępu do ciężkiego sprzętu - informuje zarząd dróg. - Do tej pory nikt nie zgłaszał potrzeby wykonania dodatkowych przejść dla pieszych czy kładek - ani mieszkańcy Częstochowy, ani wykonawca.
Odpowiedzialność zrzuca z siebie też kierownik projektu Andrzej Krasoń, przedstawiciel firmy Przemysłówka, lidera konsorcjum przebudowującego plac Biegańskiego:
- Miasto postawiło warunek: remont nie może sparaliżować ruchu, to przecież ścisłe centrum miasta. Mogliśmy zażyczyć sobie wygrodzenia placu budowy, właśnie ze względów bezpieczeństwa, ostatecznie jednak poszliśmy na kompromis. Został opracowany taki schemat prac, by pogodzić remont z normalnym życiem. Pracujemy odcinkami, zostawiając pasy komunikacyjne dla pieszych i samochodów. Nawet nie mamy przez to opóźnień, posuwamy się zgodnie z harmonogramem.
W najbardziej niebezpiecznym miejscu metalowe ogrodzenie nie pozwala przechodniom dostać się na oficjalny plac budowy, jednak z tego samego przejścia, które zostawiono z myślą o pielgrzymkach korzysta także ciężki sprzęt budowlany. Taki stan rzeczy będzie miał miejsce do 1 września, kiedy środek placu zostanie całkowicie zamknięty.
"Stosowanie względem podwykonawców procedur wymaganych przepisami BHP jak: przekazywanie frontów robót, nadzór BHP, koordynacja prac itd".Cytat z wartości wyznawanych przez firmę "Przemysłówka", lidera konsorcjum przebudowującego plac Biegańskiego w Częstochowie (zobacz informacje o polityce bezpieczeństwa).
Dlaczego do tego czasu nie ogrodzono całego placu budowy?
- Dalekie obejścia nie miałyby sensu, bo i tak nikt by tamtędy nie chodził - uważa Andrzej Krasoń - Natomiast ścieżki przez plac budowy są wyznaczone: stoją bariery, rozciągnęliśmy biało-czerwone taśmy ostrzegawcze. Prawda, czasem zdarzy się tam wjechać koparce czy ciężarówce. Są tu, przyznaję, niedociągnięcia, ale staramy się je eliminować. Zdajemy się też na rozsądek przechodniów i kierowników naszych podwykonawców.
Pytani przez Gazetę specjaliści ds. bhp nie mają wątpliwości co do zabezpieczenia placu budowy: brak wyznaczonych wyraźnie przejść dla pieszych oraz objazdów dla samochodów, ogrodzenia są zbyt wątłe, by powstrzymać pieszych, którzy wędrują po placu nawet nocą i pokonują rozkopane fragmenty narażając się na połamanie nóg, ruch samochodów puszczono w dwóch kierunkach, ale płotki oddzielające od siebie pasy ruchu zasłaniają pieszym i kierowcom widoczność, w rezultacie czego piesi wchodzą wprost pod koła samochodów.
- Inne place budowy, które miałyby tyle niedociągnięć, natychmiast ściągnęłyby sobie na kark mnóstwo kontroli. Tu jednak, może dlatego, że to inwestycja miejska, wiele uchodzi. Zbyt wiele. - podsumował jeden z wypowiadających się inspektorów ds. bhp.





